Pewnie powiecie, że zwariowałam. Kupiłam sobie własny pędzel Annie Sloan i własną puszkę farby. I znów zdecydowałam się na provance.
Tak, jak pisałam poprzednio, moje
pierworodne dziecko, które wyszło spod mojej ręki i pożyczonego pędzla, czasami
przebywa w kuchni, czasami w łazience. Łazienka była za nudna, więc co? Trzeba
dodać jej nieco życia. Ponieważ dominują w niej kolory szary i biały zdecydowałam
dorzucić nieco … provance. Żeby nawiązać do stołka, dorzuciłam nieco bieli,
zawoskowałam jasnym woskiem i pociągnęłam miejscami pędzlem z ciemnym woskiem.
To już ostatni
mebel pomalowany tym kolorem. Przynajmniej ostatni w moim domu. (Bosze spraw,
żebym tym razem dotrzymała złożonej obietnicy!)
A! I jeszcze
muszę się do czegoś przyznać.
Pomalowałam w tym
samym stylu wieszak na ręczniki. Był w kolorze jasnego drewna i w ogóle nie
pasował. Nie miałam wyjścia.


Prześlij komentarz